Meseberg: niemiecko-francuski krok w kierunku europaństwa

Dzień dobry państwu, moim gościem jest Ryszard Czarnecki, poseł do Parlamentu Europejskiego, były wiceprzewodniczący tego europarlamentu, Prawo i Sprawiedliwość, dzień dobry.

-Witam Pana, witam Państwa

Jak Pan przeżył wczorajszy wieczór, bo to był wieczór dwóch meczów na Mundialu, gdzie w obu przypadkach rozstrzygnęły rzuty karne, ale ten drugi mecz Chorwacja-Dania był chyba najbardziej nerwowym meczem w czasie całych tych rozgrywek?

-To prawda. Myślę, że wielu Polaków kibicowało Chorwatom, a z drugiej strony w bramce Danii stał bramkarz Schmeichel, którego ojciec kiedyś …

Ojciec tam siedział cały czas na trybunach pozakazywała go kamera, tam wyraźnie wspierał syna, ale w ostatnim momencie zabrakło chyba szczęścia, no nie wiem czego?

– Tak, bo przecież obronił trzy karne. A jednak to Dania przegrała, co jest rzeczą niebywałą. A mówię o tym Schmeichelu, ponieważ ojciec tego Schmeichela był genialnym, myślę że nawet lepszym od syna, bramkarzem, który przez lata grał w Manchester United, on miał polskie korzenie i nawet aplikował do polskiej reprezentacji, tylko że ówczesny PZPN go nie chciał. To były późne lata 1980.

Natomiast no cóż, w drugim meczu nie wygrali faworyci czyli Hiszpania. To są  takie ciekawe mistrzostwa pełne  niespodzianek, gdzie odpadli aktualny mistrz świata, poprzedni mistrz świata czyli właśnie Hiszpania, obecny Niemcy, obecny wciąż jeszcze wicemistrz świata Argentyna, odpadł mistrz Europy: Portugalia i tym bardziej szkoda, że naszych Biało-Czerwonych nie ma.

Zobaczymy kto zostanie tym nowym mistrzem świata i kto ostatecznie wygra. Zostawiając sport na boku, a przechodząc do innej dyscypliny – czyli politycznej – mam pewna trudność w zrozumieniu tego, co się tak naprawdę wydarzyło w piątek na szczycie Unii Europejskiej, ponieważ są sprzeczne informacje: Angela Merkel któryś raz już, zdaje się wczoraj w wieczornym wywiadzie dla telewizji ZDF twierdzi, że doszło do porozumienia między Niemcami a czternastoma innymi państwami dotyczącymi odsyłania imigrantów, którzy znajdują się w Niemczech. Może Pan będzie potrafił to wyjaśnić?

-Jest stare polskie przysłowie, że tonący brzytwy się chwyta. Mam wrażenie, że pani kanclerz Merkel chwyta się w tej chwili wszystkiego, aby utrzymać się na stanowisku. Rzeczywiście jej siostrzana, koalicyjna, bawarska CSU postawiła jej pewne ultimatum, aby do końca czerwca załatwić problem imigracyjny, choćby w taki sposób, żeby zapewnić …

…ja przeproszę Pana, ja przytoczę te słowa kanclerz Merkel: „bardzo żałuję, jeśli doszło do jakiegoś nieporozumienia” – czyli rozumiem tego listu, który skierowała do CSU w sprawie imigrantów – „w każdym razie rozmawialiśmy o tym, nie zawarliśmy żadnego porozumienia, lecz jedynie uzyskaliśmy polityczną zgodę”.

Ja myślę, że rzeczywiście walczy pani kanclerz Merkel, żeby dalej być kanclerzem. Jest nim po raz czwarty i pamięta, że kanclerz Kohl, którego była polityczną wychowanką, w trakcie czwartej kadencji był zmuszony do rezygnacji – skądinąd właśnie przez nią-więc tę lekcję odrobiła i myślę, że teraz będą się pojawiały różne informacje, które zwiększą szansę Frau Kanzlerin na pozostanie na stanowisku. Natomiast żadnego porozumienia nie ma i tego typu metody – ja jestem długo w polityce, różne rzeczy się zdarzają, ale mam wrażenie, że pani kanclerz Merkel troszeczkę w piętkę goni i za wszelką cenę chce pozostać na stanowisku. Ja psychologicznie to rozumiem, natomiast wolałbym, żeby nie wciągała w to polskiego rządu, rządu mojego kraju, mojej ojczyzny czy rządów krajów ościennych, które odniosły akurat wielki sukces, to jest polski sukces na szczycie w Brukseli, że jednak Unia Europejska zaczęła w tej sprawie mówić polskim głosem. Lokacja imigrantów dobrowolna, więc jednak jeśli jakiś kraj, na przykład Francja, będzie chciała przyjąć imigrantów, to przyjmie, a jak Polska czy Węgry czy Czechy i Słowacja nie będą chcieli to ich nie przyjmiemy.

Teraz rozumiem: chodzi o to w tym sporze, ze kanclerz Merkel utrzymuje, że w Niemczech są imigranci, którzy wcześniej byli zarejestrowani w innych i tych, którzy byli wcześniej zarejestrowani, należy odsyłać do tych krajów? Rozumiem, że to jest jej teza?

– No tak, jej teza to jest Dublin 3 i to jest umowa z Dublina. Ja się w tej chwili uśmiecham mocno, ponieważ to jest przykład na taką skrajną hipokryzję, skrajnych podwójnych standardów, bo …

Pani Merkel zapraszała do siebie, ale obarczyła tym innych.

– Jednocześnie nam się wciska imigrantów, głównie muzułmanów spoza Europy, którzy przyjechali najpierw na przykład do Włoch czy Grecji i według właśnie rozumienia z Dublina ci imigranci spoza Europy powinni zostać w tym kraju, do którego trafili. Tymczasem pani kanclerz Merkel i szereg innych polityków chce, żeby trafili na przykład do Polski. Ale jak przychodzi do w kwestii imigrantów, którzy na przykład przez Polskę trafili do Niemiec-no, to już Dublin w tym momencie obowiązuje według rozumienia pani kanclerz Merkel !!! Ale jednak to jest przykład skrajnej hipokryzji pani kanclerz. Przepraszam, muszę to nazwać po imieniu, bo to jest bardzo takie dowolne interpretowanie i wygodne interpretowanie dla Niemiec, dla Berlina, właśnie kwestii imigrantów. To jest takie żonglowanie trochę porozumieniem dublińskim, które dosyć jednoznacznie okresla, że jak trafiłeś imigrancie do swojego pierwszego kraju w Europie, to tam masz zostać. Natomiast nic dziwnego, ze imigranci uciekają do Niemiec – nie dlatego tylko, ze tam jest dużo wyższy niż w krajach Europy środkowo-wschodniej stopień zamożności – ale także dlatego, ze to „Herzlich Willkommen” cały czas się pamięta.

Ale ta hipokryzja jest tez w tym sensie taka skrajna i oczywista, że zgodnie z zasadami migranci czy azylanci z powodów politycznych powinni trafić do pierwszego państwa, gdzie nie ma wojny. Ponieważ Niemcy nie graniczą z żadnym państwem na terenie którego toczy się wojna , więc wszyscy, którzy się tam znaleźli praktycznie złamali ten pierwszy podstawowy zakaz.

-To jasne, nie mówiąc o wojnie politycznej, która toczy się teraz coraz ostrzej na szczytach w Berlinie, a więc rezygnacja…

Ha ha, tę wojnę pomijamy…

-Pana Seehofera. To pokazuje napięcia w obozie władzy w Niemczech, w partiach, które były zawsze razem, a więc partiach CDU i CSU.

No dobrze, ale ten poważny argument powiedzmy brzmi tak: różne państwa Unii Europejskiej graniczą w różnym stopniu z państwami skąd przybywają imigranci i na przykład Włochy czy Grecja są znacznie bardziej narażeni na przypływ imigrantów niż Polska, co wynika z powodów geograficznych i w związku z tym powinniśmy się dzielić z nimi tymi ciężarami po równi. To podstawowy argument, którym posługiwała się kanclerz Merkel w rozmowach – i nie tylko ona – również zwolennicy jej polityki.

– Po pierwsze Dublin obowiązuje, już to powiedziałem. Po drugie, my też przyjmujemy imigrantów. To są ludzie z dawnego Związku Sowieckiego. Ludzie, którzy przyjeżdżają do nas z Ukrainy i piszą o tym nawet brytyjskie gazety. Tak więc to nie jest wyłącznie opinia nasza polska, to nie jest opinia wyłącznie Prawa i Sprawiedliwości czy polskiego rządu. To jest opinia na przykład „Financial Times”, który podkreśla, że Polska przyjęła po Niemczech największa ilość imigrantów z kraju ogarniętego jednak wojną, bo na terenie Ukrainy toczą się działania wojenne – nie dalej jak wczoraj czy przedwczoraj zginęło kilku żołnierzy ukraińskich. Ci ludzie uciekają z własnego kraju, a Polska ich przyjmuje. Nie są to może klasyczni azylanci – tym niemniej jest faktem, że Polska otwiera granice dla tych ludzi i jak wiadomo, że w ciągu roku do Polski przyjeżdża milion do półtora miliona Ukraińców,  oczywiście część z nich wraca, żeby było jasne, natomiast to  pokazuje, że Polska nie jest jakąś wyspą samotną na europejskim oceanie i jesteśmy tutaj otwarci. I zresztą, co by nie powiedzieć jest porozumienie z piątku. Ono jest jednoznaczne. Jak poszczególne kraje Unii, choćby Niemcy czy Francja, czy kraj jakikolwiek inny: Szwecja będą chciały przyjmować imigrantów spoza Europy, głównie wyznawców islamu, to będą przyjmować. Polska ich przyjmować nie będzie.

Polityka imigracyjna to jest tylko jeden z takich punktów nazwijmy to spornych w obrębie Unii. Drugim, chyba nie mniej ważnym, choć mam wrażenie, że w Polsce jakoś to przeszło bez specjalnego echa, było parę wypowiedzi, ale to nie wywołało jakiegoś wielkiego poruszenia – to był ten projekt francusko-niemiecki ogłoszony przez prezydenta Francji i kanclerz Merkel, nie w zeszłym tygodniu, tylko jeszcze wcześniej – o powstaniu osobnego budżetu dla państw strefy euro. No z polskiego punktu widzenia, jeśli miałoby to pociągać zmiany wydatków tych państw na wspólny unijny budżet, to jest bardzo groźne i niebezpieczne.

-Tak, bardzo dobrze, że pan o tym wspomniał. O tym się mało w Polsce mówi. Nie tak dawno, dwa tygodnie temu, spotkanie w Mesebergu w Niemczech przywódców Francji i Niemiec: pani kanclerz Merkel i pana prezydenta Macrona i deklaracja o realizacji unii bankowej, generalnie taki „manifest strzelisty” Europy federalistycznej, ale jeśli chodzi o konkrety – one mają być jeszcze opracowane – ale już pewne rzeczy są znane: właśnie osobny budżet dla eurolandu, przy czym ewidentnie widać, że tutaj chodzi o stworzenie już takiej nawet formalnej Europy paru prędkości i chodzi o to, aby też – i to wynika wyraźnie z tego dokumentu, ja przeczytałem to bardzo uważnie i dzisiaj w „Gazecie Polskiej Codziennie” jest mój artykuł na ten temat – że są możliwości wspierania ekonomicznego wyraźnie poszczególnych krajów, ale przy bardzo ścisłym monitorowaniu nie tylko w sytuacji, kiedy się udziela tego wsparcia, ale również później czyli jest to taki trochę kaganiec ekonomiczny, a de facto i finansowy i polityczny.

To jest projekt tak naprawdę zmiany dotychczasowej formuły Unii Europejskiej – nie z Unii samodzielnych, suwerennych państw, tylko w Unię, która ma swoje wyraźne centrum przywódcze i ono potem kontroluje swoje „prowincje” – tak można by było powiedzieć, gdyby to oczywiście przeszło.

-Jeszcze do tego w tym kontekście wzmocnienie roli Europejskiego Banku centralnego z siedziba , skądinąd we Frankfurcie nad Menem, który ma w sposób dalekoidący opiniować i współdecydować o tych środkach, które są udzielane krajom ogarniętym kryzysem. Zwykle do tej pory właśnie te kraje to kraje strefy euro, kraje Europy Południowej, bo euroland, eurozona, okazała się świetnym pomysłem dla Niemiec czy dla Holandii, krajów najbogatszych, natomiast dużo gorszym pomysłem dla krajów tych mniej zamożnych w tejże strefie euro. Akurat Niemcy, którzy mieli bardzo wysoki kurs marki, kiedy jeszcze mieli własną walutę narodową, mieli pewne granice, pewne szlabany eksportowe z tego tytułu – ale jak jest jedna wspólna waluta, to ten eksport niemiecki hula po całej Europejki i to rzeczywiście Niemcy są beneficjentem i to głównym strefy euro. Trudno to powiedzieć o Włoszech, Hiszpanii, czy Portugalii czy także Grecji, Cyprze. Nic dziwnego, że reakcja społeczeństwa jest taka, że w tej chwili we Włoszech powstał rząd składający się z partii, które obie chcą wyprowadzenia Italii nie z Unii Europejskiej, tylko ze strefy euro.

Tu musimy zakończyć. Do rozmów na temat tego, co będzie się działo z Unią na pewno wrócimy. Bardzo dziękuję. Moim gościem był Ryszard Czarnecki, europoseł, były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

-Dziękuję za zaproszenie. Miłego dnia.

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.