Bronię Trumpa. Jego czyny też go bronią…

Bronię Trumpa. Jego czyny też go bronią…

 

Piszę te słowa w centrum Waszyngtonu, dobę po helsińskim spotkaniu prezydentów USA i Rosji. Właśnie mija 73 rocznica „dealu” w Jałcie, ale ja odrzucam te porównania. Zdjęcia Franklina Delano Roosvelta i Iosifa Wissarionowicza Stalina ( z Winstonem Churchillem skądinąd, wtedy jeszcze bez „sir” przed nazwiskiem) z 1945 roku nijak się mają do fotografii z konferencji prasowej Donalda Johna Trumpa i Wladimira Wladimirowicza Putina w stolicy Finlandii. To dwa różne światy i sytuacje. Dlatego nie skorzystam z okazji, aby ulec lewicowo-liberalnego szaleństwa „antytrumpizmu”. Wystarczy, gdy włączam telewizor w pokoju hotelu znajdującego się dosłownie klika minut od Białego Domu -a tam już od pierwszej chwili widzę i słyszę nie tyle „pięciominutowy”, jak w „ Roku 1984” George’a Orwella, ale permanentny „seans nienawiści” wobec amerykańskiego prezydenta. Jako typowy Polak jestem przekorny i zupełnie mi się nie chce śpiewać w tym ideologicznym chórze .

 

Często w Stanach Zjednoczonych słyszę ( w roku wyborów prezydenckich byłem tu cztery razy, w tym „tylko” dwa…) że„Mr Trumpisunpredictable”   czyli „nieprzewidywalny”. Odpowiadam na to z mojej i polskiej i indywidualnej perspektywy . Po pierwsze ,to nie Ameryka Trumpa jest nieprzewidywalna – nieprzewidywalna jest Rosja, Iran, komunistyczna Korea Północna . Ci ,którzy oskarżają administracje USA o „nieprzewidywalność” milcząc jednocześnie o Moskwie , Teheranie czy północnokoreańskich dinozaurach mają albo antyamerykańską albo proestabliszmentową obsesje. Czasami: obie naraz.

 

 

 Po drugie Donald John Trump jest może czasem nieprzewidywalny ,gdy chodzi o słowa, ale dość przewidywalny ,gdy dochodzi o czyny. Porównajmy zresztą konkretne działania w ciągu pierwszego 2,5 lecia w Białym Domu odpowiednio 44 i 45 prezydenta USA, a więc Obamy i Trumpa. Demokrata nie tylko przez pierwsze 30 miesięcy, ale całą swoją pierwszą kadencję „ćwiczył” reset w relacjach z Rosją, co miało opłakane skutki dla pozycji Ameryki w Europie, a szczególnie w naszym regionie Starego Kontynentu. Tymczasem w analogicznym okresie Republikanin konsekwentnie ograniczał role Kremla nie tylko w dawnej strefie sowieckiej, ale szerzej, wprowadził wojska NATO do Polski i krajów bałtyckich, wyrzucił 60 rosyjskich „dyplomatów„-szpiegów… Dodatkowo jeszcze podjął gospodarczą walkę konkurencyjną z Chinami i… Niemcami oraz wymusił podniesienie wydatków na obronność u europejskich „pasażerów na gapę” w NATO. Tak, w polityce zagranicznej (i nie tylko oczywiście) liczą się czyny, a nie deklamacje. Nawet te,które dochodzą do nas z Helsinek.

 Po tym pobycie w Waszyngtonie w moim telefonie komórkowym pieczołowicie będę przechowywał zdjęcie pensjonatu Williama Petersena przy 10 ulicy w północno-zachodniej części amerykańskiej stolicy. To właśnie w tym miejscu 153 lata temu skonał ranny w zamachu w pobliskim teatrze Forda Abraham Lincoln, 16 z rzędu prezydent USA. Nie piszę o tym dlatego, że ten kontrowersyjny dla wielu polityk jest moim ulubionym gospodarzem Białego Domu w całej, niedługiej przecież, historii Stanów Zjednoczonych. Wspominam o tym, bo dziś, po półtora wieku Donald J. Trump budzi może jeszcze większe emocje niż wtedy zwycięzca w wojnie secesyjnej. A wariatów nie brakuje. Przykład Lincolna i 35 prezydenta USA Johna Fitzgeralda Kennedy’ego to pokazał. Także dlatego uważajcie wszyscy, którzy rozhuśtujecie łódź „antytrumpizmu”…

*Felieton ukazał się w tygodniku „Wprost” 27.08

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.