O przyszłej Komisji Europejskiej i budżecie UE

Poniżej publikuję rozmowę z redaktorem Radia Wnet Łukaszem Jankowskim, przeprowadzoną 1 czerwca 2018 roku.

Kwestia budżetu, coraz mniej to wesoło dla Polski wygląda?

Przede wszystkim mecz się toczy, ten budżet będzie przyjęty dopiero za dwa lata, kiedy będzie inna Komisja Europejska i Parlament Europejski.

Pan Poseł jest tego pewien? Wiele osób liczyło na zakończenie negocjacji z tą KE i tą PE. Czy nie uda ich się zamknąć przed majem przyszłego roku?

Uwielbiam rządowy optymizm. Sam czasem ulegam jego urokowi, ale w tej kwestii realia są twarde, budżet podpisze nowy przewodniczący bądź nową przewodnicząca KE, gdyż mówi się nieoficjalnie, że w lipcu przyszłego roku po raz pierwszy w historii to kobieta może będzie szefem Komisji.

Skąd takie informacje, kto to mógłby być?

Mówi się, że to kobieta i że będzie to przedstawiciel Niemiec ,po półwieczu od czasu Waltera Hallsteina, który był pierwszym w historii przewodniczącym Komisji Europejskiej i jedynym Niemcem na tym stanowisku. Teraz mówi się o kolejnym przedstawicielu Niemiec, wobec czego jeżeli ma to być kobieta, to proszę samemu ten rebus rozwiązać. Chyba zbyt trudnego zadania nie stawiam.

Nie jest to trudny rebus, pytanie jednak, czy nie będzie to degradacja, kanclerz daje realną władzę, a szef Komisji musi chodzić na Radę, radzić się.

Pani kanclerz Merkel, bo o nią chodzi oczywiście, jest kanclerzem po raz czwarty, ale jej pozycja wyraźnie osłabła i w samej koalicji CDU/CSU i w rządzie z SPD i ma w pamięci co stało się z Helmutem Kohlem, jej politycznym ojcem chrzestnym, który wprowadził ją do rządu, a którego ona potem została ojcobójczynią, zmuszając do przerwania jego czwartej kadencji. Takich kandydatów na kanclerza, niemieckich „Brutusów” jest w tej chwili sporo w Berlinie, mówi się o ambicjach różnych pań i panów z CDU, którzy mają poczucie, że tę buławę kanclerską mogą nosić. Być może to przejście kanclerz Merkel do Brukseli będzie bezpiecznym lądowaniem i ukoronowaniem jej długiej kariery politycznej w najnowszej historii Europy, bo przecież nawet Margaret Thatcher rządziła o te kilka lat krócej. Temu służą pewne zmiany w dyplomacji, np. nagła zmiana, odwołanie ambasadora Niemiec przy Unii Europejskiej, zastąpionego przez ambasadora Republiki Federalnej w Pekinie, tyle, że blisko związanego z CDU. Temu też ma służyć nominacja pana Selmayera na sekretarza generalnego Komisji Europejskiej. Chociaż Pan Redaktor pytał mnie o budżet, zostawmy więc te kwestie personalne, chociaż one mogą okazać się prorocze.

No właśnie, z kim grać Panie Pośle, klub spójności, który nasz rząd chciał stworzyć, chyba nie jest zbyt mocny, sporo tą spójność się coraz bardziej obcina, a środki modeluje tak, by ich przepływ przekierować do Europy Południowej?

To jest faktem. Jest w tej chwili dość skuteczna próba przelewania tych środków do tej „biednej” części „starej Unii”, „15-tki”, EWG: Hiszpania, Portugalia, Włochy, Grecja. Ale zwracajmy uwagę na argumenty obiektywne. Jeżeli dziś totalna opozycja mówi o tym, że Polska straci dużo pieniędzy bo nie przyjęliśmy imigrantów, to ja proszę o uważną lekturę tego dokumentu, który leży na stole, przygotowany przez pana Junckera. Okazuje się, że procentowo więcej od Polski tracą kraje, które przyjmowały uchodźców, mówię tu o Litwie czy Estonii, ba, kraj, który jako jedyny z dwóch te kwoty imigracyjne ustalone na szczycie w październiku 2015 roku przyjął, Malta, ta Malta procentowo traci też więcej pieniędzy niż Polska. Nie można więc mówić, że sprzeciw wobec przyjmowania muzułmańskich imigrantów, na co zgodziła się jeszcze premier Ewa Kopacz, że z powodu tego sprzeciwu zostaniemy ukarani. Ja tego związku nie widzę. Mówi się też, że jesteśmy ukarani za brak praworządności. No, więc zwracam uwagę, że więcej od nas procentowo tracą kraje, które takich kłopotów żadnych nie miały, jeżeli przyjąć, że my je mamy, czyli na przykład Republika Czeska czy kraje bałtyckie. Czyli te argumenty opozycji są jak AB, jak to określam, czyli A jak Absurd i B jak Bełkot. Natomiast wracając do meritum, oczywiście jest tak, że kiedy ten obecny budżet unijny był konstruowany, Polska była jednym z dwóch najbiedniejszych (obok Łotwy) krajów UE. Potem po dojściu Bułgarii i Rumunii, po naszym wzroście PKB na głowę mieszkańca, obiektywnie biorąc tych pieniędzy Polsce się mniej należy. Trzeba mówić Polakom jasno, uważam, że rząd też to powinien czynić, że w perspektywie dekady Polska stanie się płatnikiem netto, Polska będzie więcej wpłacała do kasy Brukseli, niż stamtąd brała. To przesunięcie zaś środków z naszej części Europy do Europy Południowej, o którym na początku mówiliśmy, będzie zadaniem dla polskiej dyplomacji, by z nim walczyć, by jego nie było lub było jak najmniejsze. Plus mamy szereg randek w ciemno, mamy 35 miliardów euro na politykę bezpieczeństwa i obronną, tylko pytanie, na co one pójdą. Czy tylko na kontrakty dla niemieckich i francuskich sił zbrojnych? A tu uwaga, bo nawet Wielka Brytania przedstawiła 14 projektów, chcąc na finiszu swojego członkowstwa te pieniądze dostać, czy może trafią one także do polskich firm zbrojeniowych. Jak widać, ten budżet jest jak „ptak w locie” i zmienia swoje położenie.

Zapytam jeszcze o Włochy, będzie powstanie rządu Ligi i Ruchu 5 Gwiazd, czy powstanie tego rządu nie ostudzi entuzjazmu europejskich biurokratów, by ich pieniądze nie szły do krnąbrnych Włoch, a do innych państw Europy?

Dobre pytanie, te- prawdopodobnie- działania Niemiec i Francji, że Prezydent Republiki Włoskiej zawetował eurosceptycznego kandydata koalicji na ministra finansów, były interwencją skuteczną. Tyle, że nie przeszkodziła ona w powstaniu rządu. Obie te formacje polityczne, Liga i Ruch 5 Gwiazd, obie domagają się wyjścia Włoch z wyjścia ze strefy euro. To wszystko może doprowadzić do włoskiego referendum. Strefa euro to był świetny pomysł dla Niemiec czy Holandii, ale dla krajów biedniejszych z południa Europy nie – bo było tam wiele kryzysów, zobaczmy, co się działo także w Hiszpanii, Portugalii, na Cyprze czy choćby w Grecji. Przyjęcie euro było świetnym pomysłem, ale nie dla państw biednych. Ten włoski rząd może być ewenementem, chociaż mamy już w Austrii rząd wyraźnie eurosceptyczny. Liga jest też bardzo antyimigracyjna, takie partie są teraz coraz bardziej popularne w Europie, na przykład w Czechach partia liberalna wygrała dzięki retoryce przeciwko imigrantom, a dodatkowo eurosceptycznej.

Bardzo ciekawe jaki będzie PE, a potem KE po wyborach na wiosnę, to może być duża niespodzianka dla elit europejskich.

Myślę, że to może być wstrząs, „wake up”, albo jak u Hitchcocka, najpierw trzęsienie ziemi, a dopiero potem się zacznie.

Dziękuję najmocniej Panie Pośle.

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.