O Albanii i rozszerzaniu Unii, o budżecie UE i „gołębiu” Timmermansie…

Godzina 07:09. „Poranek Wnet” właśnie się zaczął. Witamy Państwa bardzo serdecznie w piękny, słoneczny dzień w Warszawie! Zaczniemy od razu od rozmowy na wysokim szczeblu, ponieważ naszym gościem jest Ryszard Czarnecki, poseł do Parlamentu Europejskiego Prawa i Sprawiedliwości. Dzień dobry, Panie Pośle!

Witam bardzo serdecznie.

Czy Pan odpoczywał w ten miniony weekend, czy też brał Pan udział w ważnych wydarzeniach, jakie działy się niewątpliwie w Unii Europejskiej?

Tak, jeszcze w sobotę do godzin popołudniowych byłem w Brukseli. W Parlamencie Europejskim mieliśmy tzw. „open day”- po polsku jest to zwyczajnie nazywane „drzwiami otwartymi”- gdzie Parlament Europejski otwiera swoje podwoje i pokazuje obywatelom, każdemu kto chce przyjść, jak funkcjonuje. Z takich ciekawostek: grupa liberałów zaprezentowała makietę pana Verhofstadta naturalnej wielkości, która stała przy ich stanowisku.

Pan zauważył jakąś istotną różnicę między makietą a samym Panem Verhofstadtem?

Makieta sprawiała bardziej korzystne wrażenie.

Bo się nie odzywał…., pewnie dlatego …

Brawo, brawo!

Pan Verhofstadt to jest przedstawiciel jastrzębi i przeciwnik porozumienia się z Polską! Tak przynajmniej wynika z jego wypowiedzi, które docierają do Polski.

Tak, nie on jeden. Najbardziej ciekawa jest ewolucja z dawnych jastrzębi na gołębi. Towarzysz Frans takowym się właśnie staje. Natomiast zwracam uwagę, także w kontekście budżetu, że musi być on przyjęty jednomyślnie. I weto Polski w tym kontekście budżet by zablokowało. Mówię to dlatego, że jest to argument, który skłania Unię Europejską, Komisję Europejską do porozumienia z Polską i nie jest to kwestia jakiejś nie wiem, super-dobrej woli czy łaski ze strony Komisji. Jest to pewne pragmatyczne podejście Junckera, który już zapowiedział, że nie będzie kandydować na następną kadencję. Nie chce zostawić tego unijnego swojego folwarku w sytuacji, gdzie może nie ma stanu bankructwa, ale po Brexicie jest sytuacja bardzo poważna: kryzys instytucjonalny, kryzys autorytetu Unii – i gdyby jeszcze doszło do tego dodatkowo jakieś takie długotrwałe napięcie z Polską czy innym krajem naszego regionu, to oczywiście mogłoby być powodem do oskarżenia pana Junkcera przez dziennikarzy czy ekspertów, że zastał Unię kwitnącą, a zostawił zrujnowaną, mówiąc metaforycznie i trawestując znane polskie powiedzenie o królu Kazimierzu Wielkim. Natomiast Unia w tej chwili rzeczywiście zachowuje się ugodowo względem Polski i chyba rzeczywiście to porozumienie nastąpi.


A jakie są warunki tego porozumienia? Z czego my musimy ustąpić? Z czego ustąpi Unia?

Nie chcę mówić o szczegółach, bo to jest sprawa naszych negocjatorów. Mam wrażenie, subiektywne, ale graniczące z pewnością, że polski rząd zastosował „taktykę węgierską” premiera Orbana i FIDESZU – Węgry dokonały fundamentalnych zmian w swoim prawie, wbrew krzykom opozycji. One były akceptowane w sumie przez Komisję Europejską, ale na takiej zasadzie, że premier Orban proponował pewne działania daleko idące, po czym troszeczkę się wycofywał ze swoich zapisów i potem Komisja Europejska uważała to, że właśnie wymusiła na Orbanie pewne ustępstwa. A opozycja na Węgrzech była wściekła, bo doskonale rozumiała, że Orban zrealizował i tak to, co chciał zrealizować – bardzo głębokie przeobrażenie legislacji węgierskiej.


Na pewno zapoznał się Pan z projektem przyszłego budżetu Unii Europejskiej, on jest mniejszy, bo nie ma funduszy wpłacanych przez Wielką Brytanię. Czy z punktu widzenia Polski to jest wielka klęska wizerunkowa ta propozycja Komisji Europejskiej?

Wręcz przeciwnie. To jest bardzo miękkie lądowanie – ja bym powiedział, że na dzisiaj – na dzisiaj, bo z budżetem unijnym jest jak z ptakiem w locie, który ciągle zmienia położenie. To, co jest dzisiaj położone na stole, to jest dla Polski bardzo korzystne. Rzeczywiście, będzie brakować tych około 100 miliardów euro, które w ciągu 7 lat dawała Wielka Brytania. No, ale jest pomysł, żeby zwiększyć składkę członkowską. Dla Polski jest to korzystne, ponieważ Polska będzie dawała trochę więcej pieniędzy w formie składki, ale jednak inne kraje, bogatsze od nas, płatnicy netto tę składkę zwiększą proporcjonalnie znacznie bardziej. Ten tort unijny do podziału będzie większy. Składka będzie zwiększona, ale o około 1 % (1,09-1,11%). Dyskusja się toczy. Natomiast mogę powiedzieć, że gdy chodzi o to, co Polska ma, no, to nie potwierdziły się te takie hiobowe wiadomości o bardzo znaczącym obcięciu CAP czyli Wspólnej Polityki Rolnej – ona zostaje zmniejszona raptem o 1/20, a spodziewano się, że to będzie bardzo ostre cięcie. Tutaj polski rząd zawarł – co bardzo dobrze świadczy o naszej dyplomacji – koalicję z Francją, z którą nam nie po drodze w wielu sprawach, zwłaszcza ideologicznej wizji przyszłości Europy, bo są to dwie rożne wizje: Warszawy i Paryża. Ale w tej sprawie zawarliśmy pragmatyczną koalicję z Francją i krajami Europy Południowej, które są za tym, żeby te fundusze na rolnictwo utrzymać. I to się udało. Fundusze spójności, strukturalne, zmniejszone o 1/14 – więc to też nie jest jakaś klęska. Są też dodatkowe znaczące środki na bezpieczeństwo i obronę. Również, ciekawostka, a to dla nas bardzo ważne – ponieważ jedyną agencją unijną, która jest w Polsce jest FRONTEX, który zajmuje się ochrona granic zewnętrznych Unii. Ta agencja oczywiście zwiększa się w w związku z imigrantami – dlatego zwiększa ona liczbę pracowników z 1200 do 10 tysięcy. W dużym stopniu ci ludzie będą w Polsce – więc będą to jakieś korzyści ekonomiczne dla nas.

Także ciekawostka dla rodziców polskich studentów, także samych studentów – zwiększenie o 100 % w sensie finansowym funduszy na program Erasmus, który daje możliwość także polskim studentom studiowania przez jakiś czas (do roku) poza krajem.

Reasumując, to jest znacznie lepiej niż mogło być od tego, czego się spodziewaliśmy jeśli chodzi o budżet na 2021-2027. Parę dni przed ogłoszeniem budżetu były takie artykuły ,nw brytyjskim „Financial Times”, który mówił o przesunięciu środków z Europy Środkowo-Wschodniej, z naszego regionu Europy do Europy Południowej, gdzie głównym kryterium miał być wskaźnik bezrobocia, zwłaszcza w tym najmłodszym pokoleniu do 30 roku życia. A tak się, Bogu dzięki nie stało, bo to byłaby kara dla tych krajów, które potrafiły zawalczyć z bezrobociem i byłyby karane dbieraniem pieniędzy. Do tego jednak szczęśliwie nie doszło.

Kraje Europy Południowej są karane po prostu za uczestnictwo w projekcie euro.

To prawda, ale to już ich wybór.

No, w tej chwili już nie, bo nie bardzo można już z tego euro wyjść. W sprawie przyszłego budżetu Unii jest jedno słowo kluczowe i brzmi ono „praworządność” – zabrzmiało w tym projekcie czy nie?

W samym projekcie nie. To ciekawa rzecz. Nie jest tak, że to się przebija. Dokument ma charakter stricte finansowy, ekonomiczny. Natomiast każdy kij ma dwa końce. Ja nie chcę ujawniać tych rozmów. Według mojej wiedzy minister Czaputowicz zapytał panią komisarz Verę Jurovą, Czeszkę, która jest odpowiedzialna za ten obszar praworządności. Jak ona sobie to wyobraża, taką sytuację, że Unia Europejska karze zabraniem pieniędzy za nieprzestrzeganie pewnych standardów, które sama sobie narzuca i niech sobie pani komisarz wyobrazi taką sytuację, że rolnicy francuscy otrzymują informację, że ponieważ Francja nie przestrzega notorycznie, jak wiadomo, dyscypliny budżetowej i przekracza ustalony próg deficytu budżetowego, no to w związku z tym Francja otrzyma 80% środków na dopłaty  na obszar rolnictwa. Na co komisarz Jurova odpowiedziała, że wyobraża sobie taką sytuację – co świadczy raczej o niej. Ja pamiętam taki słynny dialog w Parlamencie Europejskim z panem Junckerem dotyczący tego, że Francja przekracza pewne granice i nie jest karana, a inne kraje europejskie za brak dyscypliny budżetowej są karane – i jak to można skomentować? Dlaczego tak jest? Na co Juncker ze słynną szczerością aroganta odpowiedział – „a bo to Francja”. A więc w praktyce okazuje się, że owa „praworządność” to może być miecz obosieczny. Są kraje starej Unii, EWG, które sobie nie radzą z tym. Także w praktyce myślę, że będzie to bardzo trudne do wykorzystania.

Zostawmy w takim razie Unię Europejską, ale zostańmy w polityce międzynarodowej. Kiedy dowiedział się Pan, że istnieje miasto Jersey i że ma ono swojego burmistrza.

Ja akurat bywałem w Stanach i to w okresie kampanii wyborczej, więc wiedziałem ,iż  to jest stan, gdzie mieszka sporo Polaków i to aktywnych Polaków, Amerykanów z polskim pochodzeniem, Polaków z amerykańskimi paszportami – jak zwał tak zwał – więc wiedziałem wcześniej o tym mieście. Natomiast wiem do czego Pan zmierza – cóż, powiem krotko, rasizm nie przejdzie, bo antypolonizm, który reprezentuje ten pan jest formą  rasizmu. Jego wypowiedzi świadczą o tym, że nie zna w ogóle historii. To się jednak zdarza amerykańskim politykom. Jest jednak cała gama reakcji władz z Polski, ale także również Polaków, którzy tam mieszkają.

Chciałem zapytać o taką rzecz, bo obrażanie Marszałka polskiego Senatu przez burmistrza czegoś na kształt amerykańskiej czy nowojorskiej Falenicy, biorąc pod uwagę warszawskie tutaj standardy – to jest kwestia polskiej racji stanu i czy powinniśmy być ponad tym i się nie obrażać?

Jeżeli jakiś głupi człowiek w sytuacji relacji polsko-amerykańskich wygłasza takie wypowiedzi, to są one tak naprawdę najlepszym prezentem dla Rosji. Jeśli głupi człowiek twittuje jakieś głupoty, to może nie jest to jakieś bardzo ważne, ale jest to oczywiście rzecz bardzo zła, gorzej, że te jego całe wypowiedzi głupawe – one w gruncie rzeczy uzasadniają chęć i już podjętą decyzję przeniesienia pomnika Polaków, którzy zginęli w Katyniu. I to już jest sprawa bardzo poważna – i z tego względu trzeba wywrzeć nacisk na tego pana ze strony władz amerykańskich, no ,bo jednak to, co robi psuje relacje naszych dwóch narodów, naszych państw.

Ten człowiek jest nie dość, że źle poinformowany, to jeszcze dumny ze swojej niewiedzy i publicznie prezentuje swoją ignorancję. To jest chyba nowy element, zwłaszcza że w polityce amerykańskiej nie ma zwyczaju antagonizowania całych grup narodowościowych i obrażania wszystkich. Nie można sobie wyobrazić amerykańskiego polityka, który powie, że wszyscy Chińczycy to po prostu jacyś tam są.

Ma Pan rację, myślę, że pan Fulop – już skądinąd kiedyś wycofał się z wyścigu o fotel na gubernatora, a teraz wszyscy mówią, że chce startować do Kongresu i być może o to tu chodzi i jest to pewien element kampanii wyborczej – uznał, że głosy Polaków są mniej ważne, a najważniejsze są środowiska, które będą mu klaskać z powodu jego idiotycznych i szkodliwych – z punktu widzenia interesów amerykańskich – wypowiedzi.

Czy nie sądzi Pan, że Polacy zamiast obrażać się na inne mniejszości, które są obecne w społeczeństwie amerykańskim powinni współpracować i wskazywać tego człowieka z takim komentarzem: zobaczcie, on dzisiaj obraża nas, jutro weźmie się za Hindusów, pojutrze za Pakistańczyków, za pół roku będzie atakował Chińczyków. Wstańmy wspólnie i pogońmy go, rasistę jednego!

Całkowicie się z panem zgadzam. Uważam, że nie przypadkiem użyłem na początku naszej rozmowy w tym kontekście słowa „rasizm”, trzeba mówić, że to, co powiedział jest rasistowskie, a rasizm nie przejdzie.

A słowo rasizm nie przejdzie.

Czyli wracając do fragmentu dyskusji budżetowej – czy Pan się spodziewa z końcem następnego tygodnia zamknięcia kwestii artykułu 7. ?

Tygodnia? W ciągu tygodnia to raczej nie jest możliwe, ponieważ pierwsze kolegium komisarzy UE odbędzie się 16 maja, więc myślę, że będziemy finiszować raczej w drugiej połowie maja. Mam wrażenie, że to będzie już ta decydująca rozgrywka z happy endem – jak sądzę.

Trzymamy więc kciuki. Pan wylatuje czy wraca do Polski?

Ja wylatuję, ponieważ będę reprezentował Parlament Europejski w Albanii, jestem koordynatorem Komisji Kontroli Budżetu z ramienia Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Komisja będzie kontrolować na ile umiejętnie Albańczycy wydają środki, które Unia Europejska od lat daje. Albania jest krajem, który jest trzeci w kolejce do przyjęcia do UE po Czarnogórze, po Serbii. Jest to taki kraj, który według kalendarza za 10-12 lat będzie pierwszym krajem Unii z większością muzułmańską.

I to właśnie by wiele zmieniło. Bardzo serdecznie dziękujemy w takim razie. Ryszard Czarnecki był naszym gościem. Albania bardzo przyjemny kraj, podobno dobrą kawę mają.

To też ojczyzna Matki Teresy z Kalkuty, bo to też Albanka, mało kto o tym dziś pamięta. Chrześcijanka, ale także drugim chrześcijaninem jest Jerzy Kastriota (Skadenbeg)- był on wyzwolicielem Albańczyków spod władzy Turków (w średniowieczu) – ale to ciekawe, że chrześcijanin ma tam do dziś pomniki i place w albańskich miastach, jest bohaterem. Chociaż widać, że ten kraj staje się coraz bardziej islamski. Z tych moich wizyt częstych, byłem tam 5 razy,teraz będzie szósty  wyraźnie to widać.

Albania, kraj ciekawy, mało znany w Polsce, a szkoda, bo warto tam pojechać. Na razie jedzie tam Ryszard Czarnecki, a potem może my wszyscy. Bardzo pięknie Panu dziękujemy.

Pozdrawiam serdecznie!O Albanii i rozszerzaniu Unii, o budżecie UE i „gołębiu” Timmermansie…

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.