Polska polityka zagraniczna 2018-2028

O polityce międzynarodowej w kontekście interesów Polski warto myśleć w perspektywie dłuższej niż rok czy nawet jedna kadencja parlamentarna. Stąd te rozważania.

Rzeczpospolita będąc jednym z pięciu największych państw w politycznej Europie – jaką jest Unia Europejska – musi prowadzić politykę godną kraju blisko 40-milionowego (plus 20-milionowa diaspora). Przy całej mojej sympatii i szacunku dla mniejszych czy wręcz małych państw naszego regionu, rząd RP powinien sobie wyznaczać aspiracje i cele, które są na poziomie Niemiec, Francji czy Włoch lub Hiszpanii, a nie Estonii czy Chorwacji. Kwestią fundamentalną jest nasze działanie w strukturach międzynarodowych, jak NATO i UE. Nie jesteśmy w nich „aby być żeby być”. W naszym interesie jest zwiększenie sprawności funkcjonowania Paktu Północnoatlantyckiego, jego poszerzanie o kraje z naszej strefy wpływów lub znajdujące się w naszym sąsiedztwie: z jednej strony państwa, które stowarzyszyły się z Unią Europejską, jak Ukraina, Mołdawia i Gruzja ‒ a z drugiej państwa wciąż neutralne, jak Finlandia i Szwecja.

Wykorzystać koniunkturę!

Strategicznym sojusznikiem Polski są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Powinniśmy te więzy utrzymać i je pogłębić. Mocna i lojalna współpraca w ramach NATO, geopolityczny wymiar zwiększającej się obecności żołnierzy amerykańskich na terytorium RP – rotacyjnej, choć w praktyce stałej, rola Waszyngtonu w dywersyfikacji energetycznej naszego kraju, amerykański eksport gazu do Polski, ale też broni na dużą skalę – to ramy naszej współpracy. Nic tak nie łączy, jak wspólne interesy – geopolityczne, militarne i gospodarcze. Tak właśnie można by podsumować relacje polsko-amerykańskie po zmianie władzy w Warszawie i Waszyngtonie. Państwo Polskie wykorzystało niespodziewaną koniunkturę, która zaistniała po Brexicie, gdy Wielka Brytania zdecydowała się opuścić UE, a Biały Dom rozważał jakie państwo członkowskie Unii może zając miejsce Zjednoczonego Królestwa jako strategicznego partnera USA w Unii. Tym krajem stała się Polska. Oczywiście zdecydowały interesy, ale dla Donalda Trumpa atakowanego w sposób szczególnie brutalny we własnej ojczyźnie i poza nią, niesłychanie ważne było entuzjastyczne powitanie zgotowane mu przez Polaków w czasie jego pierwszej bilateralnej wizyty w Europie – w Warszawie w lipcu 2017. W sceptycznej wobec Trumpa ‒ i szerzej: USA ‒ Europie, Polska stała się sojusznikiem „numer jeden” Stanów Zjednoczonych, czyniąc z siebie punkt odniesienia dla wszystkich „proamerykańskich” krajów UE – zwłaszcza dla państw tzw. „nowej Unii” czyli naszego regionu Europy. Obiektywnie biorąc, Rzeczpospolita zwiększyła swój „ciężar gatunkowy” na politycznej mapie Europy – nawet w relacjach z państwami sceptycznymi wobec Waszyngtonu – dzięki specjalnym relacjom z USA.

Uzyskaliśmy też, dzięki fenomenalnemu wynikowi głosowania na Zgromadzeniu Ogólnym Organizacji Narodów Zjednoczonych (192 „za”, 2 wstrzymujące – najlepszy wynik w historii ONZ), miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. To instrument ważny, choć okresowy, na dwa lata. Zwiększa on nasze możliwości oddziaływania i wagę Polski przy rozwiązywaniu różnych problemów międzynarodowych, „zaprogramowujac się” na zwiększona aktywność w różnych częściach świata.

Europa Ojczyzn, Narodów i Obywateli zamiast eurofederalizmu

Jesteśmy integralną częścią Unii Europejskiej. Muszą nas jednak niepokoić tendencje, szczególnie objawiane w ostatnim czasie w w Parlamencie Europejskim , a także w propozycjach prezydenta Francji Emmanuella Macrona podjęcia kolejnych kroków w kierunku uczynienia w przyszłości z UE federalistycznego superpaństwa. Pomysły przekazywania kolejnych kompetencji z poziomów państw narodowych do Brukseli są właśnie stopniowym budowaniem projektu będącego zaprzeczeniem Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, a potem Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, których to projektów integracji europejskiej ojcami byli katoliccy politycy i kandydaci na ołtarze Kościoła ‒ Włoch Alcide de Gasperi i Francuz Robert Schuman. Polska nie tylko musi się sprzeciwiać koncepcjom „Europy dwóch prędkości” oraz „Europy wielu prędkości”, ale też bardzo zdecydowanie organizować opór tych krajów, zwłaszcza z naszego regionu, które nie odnajdują się i odnaleźć nie chcą w takiej – faktycznie dzielącej polityczną Europę – formule. Stąd  Rzeczpospolita dalej twardo powinna forsować koncepcję Europy Ojczyzn, Europy Narodów, Europy Obywateli. Polskim dogmatem powinno być uznanie, iż kompetencje Unii Europejskiej, sprecyzowane w unijnych traktatach, bądź co bądź przyjętych przez państwa członkowskie UE, nie mogą być rozszerzane bez traktatowej zgody członków Unii. Dziś niemała część pary polskiej polityki zagranicznej idzie – i słusznie – w gwizdek unijnego budżetu na lata 2021-2027. Trzeba jednak myśleć dalej, bo bardzo prawdopodobne, że będzie to ostatnia tzw. siedmioletnia perspektywa budżetowa UE, gdzie przez cały okres jej trwania Polska będzie jej beneficjentem czyli więcej będziemy brać z Brukseli niż dawać w formie składki członkowskiej. Tym bardziej dzisiaj należy myśleć o kolejnym budżecie Unii na lata 2028-2034, gdy ‒ w perspektywie poszerzenia Unii Europejskiej właśnie w tym czasie o Czarnogórę, Serbię i prawdopodobnie Albanię (sic!), przy wyraźnie obniżonej unijnej średniej PKB ‒ nasz kraj stanie się płatnikiem netto do kasy w Brukseli, nie będąc wcale wśród parunastu najbogatszych krajów Wspólnot Europejskich.

Nie dla „asymetrii”

Współpraca największego kraju UE jakim są Niemcy i największego państwa „nowej Unii”, jakim jest Polska wydaje się być naturalna. W wielu sprawach należy blisko współpracować, nie ukrywając jednocześnie różnicy interesów w kwestiach takich jak Gazociąg Północny, brak formalnego uznania polskiej mniejszości w RFN przy uznaniu mniejszości niemieckiej w Polsce (asymetria!), reparacje niemieckie dla Polski. Trzeba też zwracać uwagę, aby podkreślając to, co może łączyć: unijna polityka obronna – wiedzieć, że „tak samo” nie oznacza „to samo”. Jednym słowem: ta unijna polityka w zakresie obronności bezpieczeństwa musi przynosić realne owoce nie tylko niemieckim czy francuskim fabrykom broni i sprzętu wojskowego, ale także polskim !

Mamy specjalne relacje z Wielką Brytanią z racji NATO oraz 1,5 miliona Polaków mieszkających na terytorium Zjednoczonego Królestwa (oficjalnie niespełna milion) oraz podobnego widzenia wielu zagadnień w polityce zagranicznej, na przykład polityki wobec Rosji. Te specjalne relacje należy utrzymać mimo Brexitu, podkreślając jednak kwestię obustronnych interesów: Rzeczpospolita nie może tu być dla Londynu lewarem wobec innych dużych krajów UE uczynienia Brexitu znośniejszym dla Wielkiej Brytanii bez zadbania o prawa naszych rodaków mieszkających tam, czasowo czy na stałe .

Kluczowa jednak dla naszego znaczenia nie tylko w Europie, ale i na świecie jest współpraca regionalna. Polska musi utrzymać rolę „spinacza” krajów bałtyckich, Grupy Wyszehradzkiej oraz państw bałkańskich. Jako lider Europy Środkowo-Wschodniej zyskujemy status regionalnego a nawet ponadregionalnego „playmakera”.

*pełna wersja tekstu, który ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (03.04.2018)

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.