Rezolucja PE w sprawie Polski jest „wodolejstwem”

Witam serdecznie, Jan Przemyłski, naszym gościem jest eurodeputowany z Prawa i Sprawiedliwości, Ryszard Czarnecki.

– Witam serdecznie, witam Państwa.Zanim przejdziemy do rozmowy, chciałbym naszych czytelników, naszych słuchaczy zaprosić do lektury nowego numeru miesięcznika „Nowe Państwo”, a w nim między innymi o tym, jak komuniści wypędzali Żydów.

Panie Pośle, w PE odbyła się kolejna debata, została przegłosowana rezolucja. Co to oznacza dla Polski?

Edith Piaf kiedyś śpiewała: „rien, rien”. Mogę zaśpiewać to samo. Czyli kompletnie nic nie oznaczała . Ta rezolucja nie oznacza żadnych formalno-prawnych skutków, następstw tego wodolejstwa, tej rezolucji, która oczywiście karci Polskę i która de facto w sensie politycznym powiela to, co Komisja Europejska przyjęła już dwa miesiące temu, w grudniu przerzucając piłeczkę z napisem „Polska” do ogródka Rady Europejskiej, która jak wiadomo ma deliberować czy wobec Polski ma uruchomić artykuł 7. w końcu ostatecznie, czy też nie uruchamiać? Prezydencja bułgarska i premier tego kraju Bojko Borisow oficjalnie zabrał w tej sprawie głos, mówiąc, że to jest w zasadzie w ogóle niepotrzebne,a przy okazji skrytykował Donalda Tuska. Po czym okazało się, że jakieś siły poza prezydencją bułgarską, która powinna układać co jest w agendzie spotkań Rady, jakieś siły spowodowały, że to znalazło się w tej agendzie. Był to, prawdę mówiąc, kolejny odcinek opery mydlanej, nie latynoamerykańskiej, ale europejskiej, która odbywa się w Brukseli albo w Strasburgu względem Polski. Te same kłamstwa Timmermansa, ten sam brak wiedzy, te same zaklęcia. Europejska Partia Ludowa wystawiła, nie wypadało inaczej, posłankę z Malty, a więc kraju, który nie ma w Polsce specjalnych interesów – bo inni jakoś się nie palili do tego. Na Twitterze zamieściłem fotografię kompletnie pustej sali europarlamentu. Prawdopodobnie większa frekwencja była w barze obok o wdzięcznej nazwie „Mickey Mouse”, który sąsiaduje z salą obrad PE. Pewnie europosłowie uznali, że lepiej pić drinki w „Myszce Miki”, że to jest o wiele bardziej użyteczne niż słuchanie głupstw na temat Polski. Natomiast jest coś takiego, że przy moim odwołaniu zadziałała ta sama koalicja,tylko,ze oni wtedy jednak nie uzyskali 2/3. Teraz było trochę więcej niż 2/3, bo 68% głosowało za tą rezolucją. Można powiedzieć, że 1/3 europarlamentu jest impregnowana na te bzdury, brednie, te defamacje na temat naszego kraju – a 2/3 to jest taka „rainbow coalition”, taka tęczowa koalicja: komuniści, liberałowie, zieloni, socjaliści, Platforma, PSL i wydaje się, że tak już zostanie do maja przyszłego roku, mianowicie wtedy będą wybory do Parlamentu Europejskiego i wtedy myślę, że ten parlament będzie dużo inny.

Jak się zmieni?

Będą eurorealiści, eurosceptycy, euronegatywiści, konserwatyści, tradycjonaliści, będzie zapewne mniej lewicy, będzie zapewne jednak mniej chadeków. Jednym słowem będzie to europarlament bardziej pluralistyczny, gdzie tego typu nagonki na Polskę jak teraz – będą w dużo mniejszym stopniu, myślę nawet, że ich nie będzie, albo będą bardzo ograniczone.

Panie Pośle, teraz drugi temat, mamy nowego wiceprzewodniczącego europarlamentu. To stanowisko należało do Pana. Nowym przewodniczącym jest profesor Zdzisław Krasnodębski. Co Pan myśli o tej kandydaturze i sposób, w jaki został wybrany? Ile głosów miał zdobyć? A ile zdobył?

Bardzo dobry kandydat na mojego następcę. Myślę, że będzie walczył o polskie interesy. Natomiast, gdyby wierzyć tym wszystkim deklaracjom, zapewnieniom publicznym składanym do mediów, że frakcje, które doprowadziły do mojego dowołania zagłosują na Polaka, na kandydata PiS-u (bo przecież – mówili – tu nie chodzi o Polskę, tu chodzi o Czarneckiego…) – gdyby zatem policzyć głosy posłów tych frakcji, które wcześniej deklarowały poparcie dla innego polskiego kandydata,byle Boże broń ,nie Czarneckiego, to Krasnodębski powinien był otrzymać w sumie około 700 głosów – a dostał zaś niespełna 280! Oznacza to, że bardzo duża część tych posłów z grupy socjalistów, liberałów, komunistów, zielonych, w jakiejś mierze także na pewno frakcji, w której jest PO i PSL (czyli chadeków) – na pewno zagłosowała na jego rywala z Estonii, wstrzymała się od głosu lub nie zagłosowała wcale.

Dlaczego tak się dzieje? To jest odwet za Donalda Tuska?

Bo Polska jest ością w unijnym gardle, bo Polska prowadzi samodzielną politykę zagraniczną, samodzielną politykę gospodarczą i imigracyjna. Polska potrafiła postawić veto dla wypływu olbrzymich pieniędzy dla naszego kraju. Polska za rządów PO i PSL-u była jednym z pięciu, sześciu najbiedniejszych krajów Unii Europejskiej. A jednocześnie, gdy chodzi o skalę wypływu pieniędzy z polskich spółek-córek do spółek-matek w Niemczech, Francji, Holandii, innych krajach, to było to jednym z największych wypływów pieniędzy w Europie. I nagle przyszedł rząd Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński powiedział „nie” i stąd reakcją na to, że skończyło się to Eldorado jest ten wściekły atak w mediach zachodnioeuropejskich, także w Parlamencie Europejskim oraz w Komisji Europejskiej. My musimy pogodzić się z tym, że będą nas atakować. Róbmy swoje, musimy mieć własną politykę gospodarczą, niezależną własną politykę zagraniczną. Natomiast niech nikt nie oczekuje, że premier Morawiecki wyciągnie różdżkę czarodziejską i sprawi, że oni nie będą nas atakować. Oczywiście, oni będą nas atakować. Teraz to trochę zelżało.

Skoro wszyscy będą tak atakować, to może lepiej nie być w tej Unii europejskiej, skoro my tak wszystkim strasznie przeszkadzamy? Lepiej, żeby Polska była swego rodzaju wasalem tych bogatszych państw?

Wasalem to już była za poprzednich rządów. Pasem transmisyjnym czy membraną tych bogatszych krajów, płatników netto w Unii to już byliśmy. Polska powinna być w Unii Europejskiej ze względu na Rosję. To jest oczywiste. Gdy chodzi o środki finansowe, to przyszły budżet siedmioletni (2021-2027), to będzie ostatni budżet, w którym Polska będzie miała więcej środków z kasy Brukseli niż wynosi nasza składka członkowska. Potem to już będziemy płatnikiem netto dla krajów od nas biedniejszych, jak Rumunia, Grecja, Chorwacja, Bułgaria, Łotwa, Węgry, itd. Jeszcze są na horyzoncie: Serbia, Czarnogóra, Albania – wejdą za dekadę, może trochę więcej. Poruszył Pan bardzo ciekawy temat, bo trzeba powiedzieć w ten sposób, że jeżeli Pan by przeprowadził pewna analizę warunków, jakie otrzymały z Brukseli kraje, które kandydowały do Wspólnot Europejskich na początku tego wieku, było tych krajów dziesięć,ale zostawmy Maltę i Cypr, bo to inna bajka geograficznie i politycznie. Patrzmy na kraje naszego regionu – cztery kraje V4 – Polska, Węgry, Czechy, Słowacja, trzy kraje bałtyckie: Litwa, Łotwa, Estonia oraz ósmy kraj naszego regionu to Słowenia plus jeszcze Bułgaria, Rumunia, które weszły jak wiadomo trzy lata później, Chorwacja weszła niemal dekadę później. Otóż z tej pierwotnej ósemki, krajem, który dostał najlepsze warunki była Estonia. Dlaczego? O tym się w ogóle nie wie, w ogóle nie mówi. Ano dlatego, że kiedy rząd w Tallinie prowadził z Brukselą negocjacje, to 2/3 Estończyków – w sondażach to było sześćdziesiąt parę procent – uwaga – było przeciwne wstąpieniu Estonii do Unii Europejskiej. I rząd w Tallinie wybrał na to wszystko sprytną taktykę, mówił na wszystko: „nie, nie, nie”, „my się nie możemy zgodzić na te Wasze warunki, bo my mamy tutaj z tyłu społeczeństwo, które nie chce wchodzić do tej waszej Unii, my, oczywiście chcemy, ale musicie zrozumieć, że musimy się słuchać naszych wyborców, naszego narodu – w związku z czym my się nie możemy zgodzić na te Wasze propozycje, musicie dać nam więcej”. I tak, więcej, więcej, więcej – rzeczywiście Bruksela pod naciskiem tej estońskiej, niechętnej integracji z Unią opinii publicznej, eurosceptycznego społeczeństwa, musiała dać więcej. Jest to sygnał, że może w kwestii realizacji tego budżetu pomogłoby, gdyby w Polsce była też taka bardziej eurosceptyczna opinia publiczna – żeby istniał ten argument dla rządu: „bardzo przepraszamy, my się nie mamy gdzie cofnąć, nasi wyborcy, nasi podatnicy mówią wyraźnie: „twardo z tą Unią”. Bardzo dobrze, że w Polsce jest 70% ludzi, siedmiu na dziesięciu Polaków, którzy nie chcą wejścia do strefy euro. Ale nawet pan Timmermans mówił kilka dni temu podczas debaty o naszym kraju: „proszę bardzo, jest olbrzymie poparcie dla Unii w Polsce” i on to interpretował, że to jest przeciwko rządowi polskiemu. No może, gdyby nie było tego 70 %, ale trochę mniej – to jest akademicka dyskusja, ale gdyby tak było – to może by się okazało, że rząd Morawieckiego ma mocniejsze karty w ręku w tej rozgrywce z Brukselą.

Panie Pośle, to jeszcze na koniec chciałem zapytać Pana o jeszcze jedną sprawę. Antonio Tajani dzisiaj przedstawił taki swój pomysł na to, że chciałby stanąć na czele włoskiego rządu. Czy to jest możliwe? Skąd w ogóle taki pomysł?

To nie jego pomysł. To jest pomysł Silvio Berlusconiego, który był już trzy razy premierem Włoch i chce być czwarty raz, ale na razie nie może, bo ma wyroki sądowe. I żeby się z nich oczyścić, musi poczekać na decyzję Trybunału w Strasburgu. No, ale ta decyzja przed wyborami, które są dosłownie za parę dni, nie zapadnie. Berlusconi namaścił Antonio Tajaniego, człowieka z którym pracuje od lat. Antonio Tajani myślę, że traktuje, ja czytam to tak politycznie, bycie premierem Włoch jako przystanek na drodze do stanowiska szefa Komisji Europejskiej. Pamiętamy premiera Romano Prodiego jako szefa Komisji Europejskiej – spotykałem się z nim wtedy, kiedy był premierem Włoch. On wtedy został szefem KE, po czym zrezygnował z tego bardzo ważnego w Brukseli stanowiska, po to, żeby wracać do Italii. Być może tę drogę, podobną, bo przypomnę Antonio Tajani był już dwukrotnie komisarzem, potem wiceszefem europarlamentu (sprawowaliśmy razem te funkcje), potem został jego przewodniczącym. Teraz – myślę – że chce być szefem rządu Republiki Włoskiej po to, żeby za 1,5 roku po wyborach do europarlamentu, za 1,5 roku, po stworzeniu nowej Komisji Europejskiej, stanąć na jej czele.

Panie Pośle, bardzo Panu dziękuję za dzisiejszą rozmowę. Naszym gościem był Pan Ryszard Czarnecki. Zapraszamy na kolejny odcinek.

Bardzo dziękuję.

 

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.