Nad Renem i Sekwaną

Suwerenność Niemiec suwerennością, ale prezydent Francji publicznie wtrąca się w wewnętrzne sprawy swego sąsiada wywierając publiczną i nieoficjalną presję na ponowne powstanie rządu „czarno-czerwonej” koalicji. Mówił, ze to „w interesie Europy”. Ciekawe, co powie za trzy i pół roku po kolejnych wyborach do Bundestagu, gdy może się okazać, że głównym beneficjentem kontynuacji trójkąta CDU-CSU-SPD może być antysalonowa, antyimigracyjna, anty-„strefa euro”, wyklęta przez establishment, partia AfD – Alternatywa dla Niemiec. To realny scenariusz. To będzie akurat rok przed wyborami prezydenckimi we Francji i to może być najlepsza z możliwych wiadomości dla głównej, póki co, oponentki Macrona, Madame Le Pen. Cóż, można mieć skądinąd wrażenie, że „proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!” Marksa jest teraz zastępowane przez „antyestablishmentowcy wszystkich narodów, łączcie się!”. Inna rzecz, że przy całej mojej niechęci do establishmentu unijnego i krajów członkowskich UE to akurat w odniesieniu do różnych formacji antyestablishmentowych w Europie pasuje, jak ulał, stare polskie przysłowie: „nie wszystko złoto, co się świeci”.

Czy stara-nowa koalicja w Niemczech CDU-CSU-SPD okaże się Trójkątem Bermudzkim dla establishmentu, zobaczymy w AD 2021. Jedno wydaje się pewne, że w tandemie Merkel-Schulz współautor największej klęski wyborczej niemieckich socjalistów po II wojnie światowej, eksprzewodniczący PE będzie miał – o paradoksie ! ‒ pozycję silniejszą niż bezbarwny Sigmar Gabriel. Dlaczego? Bo po prostu Merkel słabnie w oczach. Jej marzeniem jest dojechać do końca swojej czwartej kadencji i w ten sposób wyprzedzić w klasyfikacji politycznej długowieczności w NRF-RFN kanclerza Kohla, który też, jak ona, cztery razy wygrywał wybory, ale podał się do dymisji w połowie swojej czwartej kadencji.

Z tych samych powodów – słabnącej pozycji Frau Kanzlerin – we francusko-niemieckim tandemie Merkel – Macron, wbrew powszechnym oczekiwaniom, pozycja lokatora Pałacu Elizejskiego wyraźnie wzrasta. Choć przecież miało być zupełnie inaczej w zetknięciu superdoświadczonej politycznie Niemki z francuskim żółtodziobem. Co to oznacza w polityce międzynarodowej? Po pierwsze: rośnie rola Paryża, w jakiejś mierze przywracając bardziej partnerskie relacje na osi Kanzleramt ‒ Pałac Elizejski, o których za prezydenta Hollande’a można było mówić w czasie przeszłym dokonanym. Po drugie: mogą cieszyć się euroentuzjaści, bo więcej kart w ręku Macrona oznacza przyspieszenie federalizacji UE.

Cóż, radość prezydenta Francji jest w tym przypadku naszym smutkiem.

*„wSieci Historii” (luty 2018)

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.