Politycy europejscy dawkują wyborcom lek na uspokojenie. I nic więcej!

Pani pośle, proszę powiedzieć, jaki sens miało wystawianie kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego skoro było wiadomo, że szefem Rady Europejskiej nie zostanie?

Wysuniecie kandydatury wiceprezydenta Europejskiej Partii Ludowej, a więc partii, której członek poprzednio pełnił tę funkcję miało wszelkie znamiona sukcesu. Tym bardziej, że Jacek Saryusz-Wolski, to osoba niesłychanie merytoryczna, kompetentna, parędziesiąt lat swojego życia poświęcił idei integracji europejskiej, był i teoretykiem i praktykiem, potem odpowiadał za integrację europejską u Waldemara Pawlaka w rządzie PSL-SLD, wysyłał wniosek do Brukseli o akcesje Polski, przez 13 lat był europosłem.

Ale my to wszystko wiemy! Tyle tylko, że Pan, stary polityczna wyga, od lat w europarlamencie wiedział, podobnie, jak my wszyscy, że Jacek Saryusz-Wolski nie ma żadnych szans na zostanie szefem Rady Europejskiej.

Rząd polski chciał mieć własnego kandydata, który reprezentowałby Polskę, a nie inne kraje, bo Donald Tusk przez dwa i pół roku swojej kadencji raptem raz spotkał się z Beatą Szydło na osobistej rozmowie. Nie tylko nie kontaktował się z polskim rządem, ale wręcz ostro atakował go publicznie zupełnie różniąc się w tej kwestii od swojego poprzednika Van Rompuy’a, byłego premiera Belgii, bo ten zachowywał postawę neutralności. Inny przykład: przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso, były premier Portugalii bardzo zabiegał o poparcie ówczesnego premiera Portugali, Jose Socratesa mimo, że Barroso to prawica, a Socrates, to lewica. Donald Tusk ustawił się w opozycji do Polski i polskiego rządu.

Donald Tusk nigdy nie atakował rządu Beaty Szydło, mówił tylko o tym, że w krajach Unii Europejskiej trzeba przestrzegać prawa i zasad demokracji.

Pamiętamy, co mówił we Wrocławiu, pamiętamy, co mówił w różnych wywiadach, gdzie ustawiał się nie tylko jako rzecznik opozycji w Polsce, ale pouczał, oskarżał ten rząd, wręcz sprawiał wrażenie, a było to podczas próby puczu dokonanej przez opozycję, że chce dolewać benzynę do ognia, który się wtedy tlił pod Sejmem. Więc absolutnie nie spełniał ustalonej od 60 lat postawy neutralności wymaganej od przywódców unijnych. Polski rząd miał kandydata merytorycznie lepszego niż Donald Tusk, na pewno bardziej pracowitego. Zwracam pani uwagę na to, że przez pierwsze półtora roku kadencji Tuska jego agenda, to było jedno, dwa spotkania dziennie, podczas gdy Herman van Rompuy harował jak wół od rana do nocy.

Nie wiem, jak pracował Donald Tusk, wiem, że 27 przywódców państw Unii Europejskiej zagłosowało za jego kandydaturą.

Ale ja wiem, jak pracował. Agenda spotkań jest dostępna dla każdego, można sprawdzić, co robił Donald Tusk.

Widocznie przywódcom państw Unii Europejskiej podoba się taki styl pracy, skoro wszyscy jak jeden mąż zagłosowali za Donaldem Tuskiem. Jedynym krajem, który zagłosował przeciw była Polska.

I właśnie dlatego nie weźmiemy na siebie odpowiedzialności za politykę imigracyjną, której twarzą będzie Donald Tusk. Politykę, która polega na karaniu państw odmawiających przyjęcia imigrantów głównie spoza Europy, głównie muzułmańskich bądź bardzo wysokimi karami finansowymi bądź też odbieraniem przyznanych, czy obiecanych wcześniej funduszy unijnych. Twarzą takiej polityki będzie Donald Tusk, a Polska na przyjmowanie imigrantów spoza Europy zgody nie wyrazi.

Donald Tusk był przeciwny karaniu państw za nieprzyjmowanie imigrantów, mówił o tym jeden z premierów państw Grupy Wyszehradzkiej.

Proszę mi pokazać jego publiczną wypowiedź w tej kwestii, proszę bardzo! Tydzień temu grecki komisarz z Komisji Europejskiej odpowiedzialny za imigrantów napisał list, w którym stwierdził, że należy karać kraje, które nie chcą przyjmować ich u siebie. Co na to Donald Tusk? Nic. Milczy. Milczy, bo z tą polityką się zgadza. W tej sprawie nigdy nie przedstawiał koncepcji innych, niż te, które wychodziły z Komisji Europejskiej. Nigdy nie oponował przeciwko propozycji KE z kwietnia 2016 wprowadzenia kar wysokości ćwierć miliona euro za każdego nieprzyjętego imigranta.

To widocznie ów premier kłamie.

Ja mówię o publicznych wypowiedziach Donalda Tuska, nie wiem, co Donald Tusk mówi w rozmowie w cztery oczy z tym, czy innym premierem. Donald Tusk słynie z tego, że obieca każdemu to, co ten będzie chciał. Powie to, co ten chce usłyszeć. Ale ja mówię o wypowiedziach publicznych szefa Rady Europejskiej, bo po nich go oceniamy.

Mam wrażenie, że przywódcy 27 państw Unii Europejskiej patrzyli z zażenowaniem na to, co robi polski rząd na ostatnim szczycie. Nie ma Pan wrażenia, że myśmy się po prostu ośmieszyli?

Pani wrażenie jest mylne. Nie było żadnego głosowania „za”. Joseph Muscat, premier Malty, zapytał, kto jest przeciwny kandydaturze Donalda Tuska. W oczywisty sposób takie głosowanie ogranicza liczbę państwa, które są na „nie”, bo siłą rzeczy normalne głosowanie odbywa się według zasady: „Kto jest za, kto jest przeciw, kto się wstrzymał”. Szereg państw nie głosowało przeciw Tuskowi dla świętego spokoju lub obawiając się pewnych sankcji dla krajów, które nie będą wspierać starej Unii. Wypowiedź prezydenta Francji: „Wy macie zasady, my fundusze strukturalne”….

Te słowa padły już po głosowaniu.

List greckiego komisarza odpowiedzialnego za imigracje był upubliczniony tydzień przed głosowaniem i odbił się szerokim echem wśród państwa członkowskich. Zresztą, może nie przez przypadek, własne teraz taki list został napisany. A wypowiedź prezydenta Francji oddaje pewne nastroje w krajach starej Unii, które chciały mieć na fotelu przewodniczącego Rady Europejskiej człowieka, który będzie realizował ich politykę.

Premierzy państwa Grupy Wyszehradzkiej – Czech, Słowacji i Węgier także zagłosowali za Tuskiem tłumacząc, że to człowiek, który rozumie problemy Europy Środkowo-Wschodniej, więc nie tylko stara Unia go poparła.

Stara Unia wymusza na nowej Unii decyzje personalne. Gdyby uwierzyć w to, co mówią premierzy Czech i Słowacji mogliby zagłosować na Jacka Saryusz-Wolskiego, bo jest z tego regionu, przecież Jacek Saryusz-Wolski też jest z Polski. Jeśli to byłoby kryterium dla naszych partnerów, a nie uleganie naciskom starej Unii, a więc tych państw, które mają kłopot z imigracją – to ich decyzja byłaby zupełnie inna.

Premier Luksemburga mówi wprost, że nie będzie zakładnikiem wewnętrznej polityki Jarosława Kaczyńskiego, inni, że to, co wyprawia polski rząd, to żenada. Nie boi się Pan, że znaleźliśmy się właśnie, na własne życzenie, na peryferiach Europy?

Kompletnie mnie nie obchodzi, co mówi w tej kwestii premier Luksemburga, jednego z najmniejszych państw w Unii Europejskiej. Mam nadzieję, że premier Luksemburga wpłynie na poprzedniego premiera Luksemburga, obecnie szefa Komisji Europejskiej, żeby jego zachowanie nie budziło emocji, kontrowersji i żeby nie obniżało autorytetu Unii Europejskiej, bo jest o n osobą często opisywaną przez media w nienajlepszym kontekście i to właśnie także rujnuje autorytet UE. Więc niech premier Luksemburga pilnuje własnego podwórka.

Ale inni premierzy wypowiadają się w podobnym tonie: mówią o żenadzie, o dziecinadzie.

Kto?

Premier Belgii, premier Francji…

Jeżeli pani przyjmuje język prezydenta Francji, że „wy macie zasady, a my fundusze strukturalne”, to jest między nami ocean różnicy.

Ja tylko mówię o tym, o co pytają także zagraniczni dziennikarze, choćby austriacki. Bo wychodzimy na państwo, któremu nic się w UE nie podoba, które cały czas macha szabelką, czegoś żąda, z czymś się nie zgadza, ale ze środków unijnych chętnie korzysta.

Podoba mi się komentarz w jednej z niemieckich gazet, w którym także zachodni dziennikarz pisze o tym, że to, co się stało na szczycie Rady Europejskiej, to dowód na to, iż panuje w niej chaos. I że w kolejnych sprawach Polska nie da się tak łatwo zdominować. A co do austriackiego dziennikarza, to reprezentuje kraj, w którym panuje największa w starej Unii niechęć do nowych krajów członkowskich, w którym w ostatnich wyborach o mało nie wygrał przedstawiciel bardzo antyunijnej partii, więc powinien się jednak skupić na własnym podwórku, a nie pouczać innych. A takie myślenie, że skoro nowa Unia dostaje od starej pieniądze, to ma się jej słuchać – sorry, nie na taką Europę się nie umawialiśmy.

Tylko wie Pan, pytanie czy było warto robić taką rozróbę?

Gdybyśmy się bili o fundusze unijne, o coś naprawdę dla nas, Polaków ważnego, ale cała dyplomatyczna para poszła na walkę o stanowisko szefa Rady Europejskiej, które zajmuje Polak. Jeszcze raz podkreślam: tu chodzi tak naprawdę o stosunek Unii Europejskiej do nas, do Polski. Trzy lata temu, po kontrowersyjnym wyborze Jean-Claude’a Junker’a na szefa Komisji Europejskiej, kiedy dwa kraje, Wielka Brytania i Węgry, zgłosiły weto, przywódcy krajów UE uzgodnili, że szef Rady Europejskiej i szef Komisji Europejskiej będą wybierani na zasadzie konsensusu. To znaczy, że jeśli będą jakieś kontrowersje, co do konkretnego nazwiska, będzie się szukać innego kandydata. Ta zasada nie została zachowana, złamano ją. Stara Unia starała się narzucić nam swojego kandydata, człowieka, który firmowałby jej politykę, co z tego, że ingerował w politykę Polski, że jest w opozycji do rządu – na to nie ma naszej zgody.

Czemu Pan cały czas mówi o starej Unii? Tuska poparła także nowa Unia, o czym zdaje się Pan nie pamiętać, z wyjątkiem Polski oczywiście.

Mówię o starej Unii, bo to stara Unia, a mówiąc konkretnie te najbogatsze i największe kraje członkowskie są rozgrywającym. Jeśli pani myśli, że głos Słowenii i Łotwy ma tak samo realny wpływ, to pani gratuluję.

Wiadomo, że nie, nie musi mi Pan niczego gratulować. Pan tylko swoimi wypowiedziami zdaje się sugerować, że wszystkie państwa, oprócz tych starej Unii, są ubezwłasnowolnione, co chyba nie najlepiej świadczy ani o przywódcach tych państw ani o ich obywatelach.

Niech pani nie wtyka mi w usta rzeczy, których nie powiedziałem.

Ależ Pan to właśnie powiedział! Głosowaliby przeciwko Tuskowi, ale bali się sankcji, bali się starej Unii. To jak to inaczej nie nazwać, jak ubezwłasnowolnieniem?

Może pani tak to interpretuje, ja tylko mówię o faktach. Na siedem najbiedniejszych krajów Unii Europejskiej, przypada sześć krajów nowej Unii plus Grecja. Więc siłą rzeczy przez takie kwestie gospodarcze, a także przez to, że kraje starej Unii ją zakładały, tworzyły, kreowały, rzeźbiły – mają wciąż jeszcze silniejszy głos niż kraje nowej Unii i pewne rzeczy wymuszają. Wybór Donalda Tuska przez kraje nowej Unii był w pewnej mierze wymuszony. Niektóre kraje UE nie były zadowolone, bo w przyszłości taka sytuacja może spotkać także je – ktoś może zgłosić kandydata z ich kraju wbrew rządowi, ale dla świętego spokoju machnęły ręką. Także dlatego, żeby nie było tych przykrych implikacji związanych w funduszami unijnymi, bo stara Unia wprost tą kartą grała.

Pani pośle, Europa dwóch, trzech prędkości, to już chyba fakt, prawda?

Eurostat, oficjalna agencja UE, która zajmuje się statystką przedstawiła dane dotyczące dynamiki wzrostu gospodarczego krajów UE. Bardzo ciekawe dane. Otóż wśród pierwszej piątki, Polska jest w tej pierwszej piątce, cztery kraje są spoza strefy euro. Ostatniej piątkę krajów o najniższym wzroście gospodarczym tworzą wyłącznie kraje eurolandu. Można powiedzieć, że Europa dwóch prędkości już istnieje, bo jest strefa euro i świat poza strefą euro. I całe szczęście, że w nim jesteśmy, bo możemy się szybciej rozwijać. Ryczałem ze śmiechu, kiedy słuchałem Ryszarda Petru, który zdaje się, że popełnia samobójstwo jako ekonomista mówiąc, iż Polska powinna wejść do strefy euro. Nie zna w ogóle mechanizmów, bo aby wejść do strefy trzeba wiele lat siedzieć w poczekalni. Po drugie – właśnie w strefie euro trwa zastój gospodarczy, a poza strefą euro – widoczny jest rozwój. Europa dwóch prędkości jest już faktem, ale jeśli pani nawiązuje do tego, co stało się w Wersalu, to może panią zaskoczę, ale nie uważam, żeby przywódcy Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii przyjęli tam jakąś poważną koncepcję, czy wizję. Nie! To było typowe, wyborcze spotkanie liderów państw, bo we Francji i Niemczech są w tym roku wybory, prawdopodobnie wybory zostaną rozpisane we Włoszech, w Hiszpanii jest rząd mniejszościowy – więc to był taki sygnał: „Ok, leci z nami pilot, wprawdzie samolot nie ma już jednego silnika, skrzydło przywiązane jest sznurkiem, ale dajemy radę, czuwamy, będzie dobrze”. Przecież to nie jest żadna wizja, tylko pomysł ideologiczny – taka neospasmina, środek uspokajający dla wyborców.

* „Polska The Times”, pytała Dorota Kowalska (13.03.2017)

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Tagi .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.