Studnia doktor Ewy

logo-GP

Maturzystka Ewka ma studniówkę. Matura – czyli wybory parlamentarne – nie w maju, jak zwykle, ale jesienią. Pewnie założy z tej okazji buty ze szpilkami, a potem opowie rodakom, że bardzo bolą ją nogi od chodzenia w takim obuwiu („a tatuś musi” ‒ powiedział ojciec, podnosząc kolejny kieliszek wódki). Może też założy jakąś fajną garsonkę (uwaga – produkt lokowany!). Pod względem garsonek Kopacz już wygrała. Przynajmniej ze swoją podwładną, wiceprzewodniczącą PO Hanną Gronkiewicz-Waltz. Estetycznie. Inna sprawa, że to akurat nie było trudne.

Sejmowi dziennikarze, nie wiedzieć czemu coraz bardziej złośliwi wobec Platformy, określili sto pierwszych dni nowego, a w zasadzie nowego-starego, rządu jako „studnię Kopacz”. A ja się pytam: jakie, u licha, sto dni? Sto? Przecież nie sto, tylko osiem, nie dni, tylko lat. Tyle rządzi biedną Polską koalicja PO-PSL. Z czego połowę czasu, a nawet więcej, Polki i Polacy przeżyli (dzięki znanej w świecie naszej narodowej determinacji) z panią doktor Ewą jako minister zdrowia. Jak ona teraz mówi o nowym rządzie, to ja się pytam: a kto był w gabinecie Tuska przed Arłukowiczem? Sierotka Marysia? Krasnoludek?

Namolne próby pokazywania nowości, świeżości, etc, byleby tylko wcisnąć obywatelom kit o „nowej jakości”, to rozpaczliwa próba reanimowania rządowego gruchota, który od dawna toczy się z zepsutymi światłami i przeciekającym bakiem po drodze donikąd. Rząd-widmo.

Skądinąd Komorowski, apelując o sto dni spokoju dla „gabinetu doktór Ewy” (określenie moje, nie głowy państwa), wszedł, nomen omen, w buty też, mój Boże, prezydenta PRL generała Jaruzelskiego. Pan Wojciech 33 lata przed panem Bronisławem apelował również o sto dni spokoju. Było to wiosną 1981 roku, gdy „elementy antysocjalistyczne” podnosiły wirtualną rękę na komunistyczną władzę, a ta konkretnie pałowała działaczy „Solidarności” obu płci w siedzibie Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy. Skądinąd do stanu wojennego było wtedy jeszcze sporo czasu, ale żeby go sprawnie przeprowadzić, potrzebne było właśnie owe sto dni – i więcej – spokoju po stronie opozycji.

Nie ma już byłego ministra obrony Jaruzelskiego, jest były minister obrony Komorowski, ale apele do opozycji o spokój pokazują kontynuację i ciągłość władzy.

Studniówka maturzystki Ewy została podsumowana jakże dynamiczną (sorry, jaka propaganda, taki żart) konferencją prasową. Pani premier siedziała, a nie stała. Słusznie, bo jak wcześniej stała, to zapomniała czy była w ZSL. Jak stała, to gadała coś o ryglowaniu domu przed bandytą i nie można było tego bez wódki zrozumieć. Wódki polskiej czy ukraińskiej, wszystko jedno.

Częścią obchodów 100 dni pani premier i jej przyjaciół (płci obojga, choć zdaje się z zachwianymi parytetami w tym zakresie…) było również ogłoszenie zwycięstwa w wojnie z lekarzami. Wiktoria ta, osiągnięta w wyniku porozumienia, miała miejsce, co za przypadek, w dniu konfy prasowej pani Prezes Rady Ministrów. To też skądinąd śmierdzi Jaruzelskim: pamiętacie Państwo tegoż generała koncepcję „porozumienia i walki”? Wypisz i wymaluj jak teraz: najpierw nazywa się lekarzy szantażystami oraz odsądza od czci i wiary, a potem negocjuje i podpisuje.

Merkel ma ponoć w swoim gabinecie portret carycy Katarzyny. Kopacz może powiesić Jaruzela. Tym bardziej, że przecież miło go wspomina ze stanu wojennego…

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.