24 lipca 2004

Lapsus tygodnia: nie znam, niestety portugalskiego, opieram się więc tylko na polskim tłumaczeniu wystąpienia kandydata na przewodniczącego Komisji Europejskiej Barroso. Przemawiając przed Parlamentem Europejskim Portugalczyk użył sformułowania: „razem, wspólnie będziemy posuwać Europę…”  Ta atrakcyjna oferta nowego szefa KE z całą pewnością podniesie podupadłe w społeczeństwach UE poparcie dla idei integracji europejskiej.

Docieram do Wrocławia przed 2 w nocy. Niestety 25 minut wcześniej odjechał do Krakowa pociąg, który miał zawieźć tam mojego kolegę deputowanego Rutowicza (poseł – senior naszej grupy, w tym charakterze, jako jedyny Polak – otwierał pierwsze posiedzenie jednej z komisji PE w tym tygodniu, ale mimo 72 lat trzyma się krzepko). W związku z tym towarzyszyłem mu do odjazdu następnego pociągu, a więc kolejne 2 godziny. W międzyczasie dałem się namówić do zjedzenia nocnego obiadu w restauracyjce przy Dworcu Głównym PKP. Chciałem pierogi, ale dałem się, o nieszczęsny przekonać kelnerowi, który zaaplikował nam szaszłyki ze strusia. Struś ma strusiowy żołądek, zje wszystko, ale ja nie jestem strusiem i tych jego zalet nie mam. Strusiowe mięso wziąłem po części na skutek perswazji kelnera, po części ze względu na szacunek na przewodniczącego Andrzeja Leppera, który takowe strusie hoduje. Niestety skończyło się to jak zwykle, czyli biegunką, ale nie myśli.

Od siedmiu dni nie miałem w ręku żadnej polskiej gazety (poza jednym czy drugim zerknięciem do internetu). I nie dość, że przeżyłem, to jeszcze mam się dobrze, zdrowie mi dopisuje (pomińmy problem strusiego mięsa), jestem pogodny i pełen pozytywnej energii. Jeżeli ktoś ma dużo stresów moja rada brzmi: mniej TV, mniej gazet. Działa!!!

Pizza czteroserowa (quattro fromaggi) we włoskiej restauracyjce w Galerii Dominikańskiej we Wrocławiu. Moja ulubiona. Uwielbiam kuchnię włoską a zwłaszcza wszystko co się wiąże z serami: serowe pizze, pasty z gorgonzolą (pasty w sensie włoskim czyli makaron w różnej postaci), różne gatunki serów do wina. W tej sytuacji szybko zapominam o kłopotach żołądkowych. Na tyle szybko, by potem z entuzjazmem skonsumować dwa kurze udka z młodymi ziemniaczkami – na drugie, z lekko kwaskowatym białym barszczem z pokruszonym jajkiem na pierwsze (prawdopodobnie był to żur śląski, w odróżnieniu od kujawskiego, który jest podawany z ziemniaczkami i kiełbaską. ). Żeby domknąć (nie: dopchnąć) ten dzień gastronomicznie – lekka kolacja, wiejski chleb z wędliną i pomidorami z cebulką. Plus morele na dobranoc. Kocham jeść…

Nocuję dzisiaj w historycznej Środzie Śląskiej (ta od słynnego, odnalezionego przed kilkunastu laty skarbu średzkiego) to tutaj 192 lata przede mną nocował inny podróżnik: niejaki Napoleon. Akurat szedł na Moskwę. Nie mogłem ustalić, gdzie dokładnie spał. Jedna wersja mówi o domu należącym do sióstr salezjanek, inna o niezachowanej oberży. Byłem tu niedawno w czasie kampanii wyborczej. Zapamiętałem ówczesny pobyt dobrze, bo w trakcie rozdawania ulotek, czasopism, tekturowych czapeczek dla dzieci, chorągiewek i autografów zjadłem świetnego loda z ulicznego straganu. W Środzie są dwie parafie, cztery kościoły, w tym jeden mały, najstarszy, który kiedyś służył – w czasach zarazy jako kościół dla trędowatych. To biedne miasto z dużym bezrobociem. Wieczorem jest tu cudowna cisza, pożądana przeze mnie jak mało co.

Do Środy jadę autem w towarzystwie mojej mamy. Jeszcze we Wrocławiu zasnąłem jak zabity, obudziłem się gdy wjeżdżaliśmy do Środy, na szczęście to nie ja prowadziłem.  Żarty żartami, ale zmęczenie wyłazi ze mnie coraz większe.

Dobre wieści z Austrii. Dwóch naszych żużlowych juniorów świetnie pojechało pod Wiedniem w półfinale Mistrzostw Świata. „Misiek” (Robert Miśkowiak) wygrał, a „Świder” (Piotr Świderski) był 4. WTS-owi Atlas Wrocław wieczna chwała i cześć!

Zapadł zmierzch. Spokojny zmierzch małego miasteczka. Chyba wielkie miasta nie sprzyjają próbie zaglądnięcia w samego siebie. Tam czas galopuje, człowiek usiłuje go dogonić, po drodze zapominając kim jest i po co… Ktoś mi dzisiaj mądrze powiedział, że w czasach podróży konnych gdy nie było jeszcze aut czy kolei żelaznej, nie mówiąc o samolotach ludzie podróżując np. z Warszawy do Krakowa mieli czas pomyśleć, zastanowić się nad życiem i nad sobą. Coś w tym jest.

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.